|
Pocałunki na Manhattanie
Ile erotyzmu i zduszonych uczuć może zmieścić się w jednej, starej kamienicy na Manhattanie? Odpowiedź znajdziesz w porywającym zbiorze opowiadań Davida Schicklera.
Zbiór opowiadań pod niepozornym tytułem „Pocałunki na Manhattanie” zawitał do mojej biblioteki już ładnych parę lat temu. Jako dodatek do miesięcznika „Twój Styl” książka został przeze mnie potraktowany troszkę „z góry”. Trafiła na półkę by zasilić szeregi tych „na czarną godzinę” i wpadła mi w ręce dopiero gdy miałam już tylko do wyboru ją lub instrukcję obsługi pralki;)
I wpadłam… Na ładne kilka godzin zanurzyłam się w intymnym świecie zupełnie obcych mi ludzi, w świcie zmysłowym i opisanym, z niespotykaną dziś, dbałością o szczegóły. „Pocałunki na Manhattanie” to zbiór krótkich opowiadań, które łączy jedno – miejsce w którym się rozgrywają. To stara kamienica w sercu Nowego Jorku. Mieszkają tu ludzie niezwykli i zupełnie zwyczajni zarazem, często samotni w tym, tętniącym przecież życiem, światowym centrum finansjery. Bo nie ma nic gorszego niż samotność w tłumie innych ludzi.
Autor z laboratoryjną wręcz dokładnością ukazuje losy swoich bohaterów przez pryzmat ich emocji. Odkrywa, jak pod płaszczem codzienności, skrywają skrzętnie pulsujące żądze i fetyszystyczne niekiedy skłonności. Jak sami się w nich gubią, szukając w rzeczywistości bratniej duszy i zrozumienia, a może przede wszystkim akceptacji.
Spotkamy tu Spadkobierczynię fabryki uwodzicielskich perfum, księgowego rozmawiającego ukradkiem ze staroświecką windą, maklera, który tłumi poczucie absurdalności życia, co noc zniewalając kobiety - i wiele innych postaci - tworzących barwną galerię ludzi spragnionych jednego - miłości.
Z czystym sumieniem polecam tę za poły romantyczną i surrealistyczną pozycję literacką, która z pewnością nie jednej z Was może umilić wieczór. |