Pamiętam jak koleżanka z wypiekami na twarzy pytała mnie szeptem: „...ale... czy robiliście już TO...?” Owo tajemnicze „To” miało rzecz jasna, w domyśle oznaczać seks – wokół którego, czy tego chcemy czy nie, kręci się nasze życie, mniej więcej od 12 roku życiu. Co innego oczywiście seks znaczy dla naiwnej nastolatki, ciekawskiej dwudziestki, świadomej trzydziestki, dojrzałej czterdziestki...itd.
A jak „TO” robi się w wielkim mieście, po raz kolejny pokazują nam: bardzo świadome czterdziestki i jedna nieokrzesana pięćdziesiątka - w II części kinowego hitu „Sex and the City”.
Tym razem Carrie, Samantha, Charlotte i Miranda wybierają się w podróż na bliski wschód, którego uroki roztacza przed nimi szejk, chcący dobić interes z Samanthą, jak je zapewnia jest to „nowy” bliski wschód, czy jednak wystarczająco liberalny na przyjęcie naszych bohaterek?
Otoczenie żywcem wyrwane z baśni tysiąca i jednej nocy staje się tłem dla nieustającej rewii mody i zabawnych dialogów krążących wokół seksu i kobiecej emocjonalności. Mamy okazje obejrzeć kreacje największych twórców mody, zwłaszcza na szczuplutkiej odtwórczyni głównej roli – Sarze Jessice Parker, która niestrudzenie przemierza targowiska, odwiedza sklepiki i stragany w niebotycznych szpilkach od Jimm'ego Choo i spódnicy na krynolinie;) uroczo!
Wulkan seksu – Samantha, po raz kolejny udowadnia, że po pięćdziesiątce, życie zaczyna nabierać rumieńców. Rozsiewająca wokół urok i seksapil, jest prawdziwym wyzwaniem dla konserwatywnych islamistów. Czy będą w stanie zaakceptować jej temperament?
II części „Seksu w wielkim mieście” niewątpliwie pikanterii i uroku dodaje gejowskie wesele, które przyćmiewa najodważniejsze marzenia każdej małej dziewczynki. Jest biało z odrobiną różu, słodko i kiczowato – czyli tak jak być powinno:)
Co prawda pilski Helios już nie gra tego filmu, jednak jeśli macie okazję wybrać się do Poznania, to gorąco polecam. Złapcie pod pachę koleżankę, siostrę mamę – byle babkę, bo wasz facet wynudzi się na śmierć – i bawcie się dobrze!