Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Spod szpilki:

Fish pedicure

 

W Polsce nadal wzbudza szereg kontrowersji… w krajach dalekiego wschodu to tradycyjny zabieg pielęgnacyjny. Ciekawe, co na rybki zjadające martwy naskórek powie nasz rodzimy SANEPID?

Zabieg fish pedicure jest niezwykle prosty. Polega na umieszczeniu stóp w wannie z wodą, w której pływają maleńkie rybki. Zwierzątka o dźwięcznej nazwie Garra rufa – szybciutko zabiorą się za skubanie martwego naskórka. Podobno po ich ingerencji skóra stóp staje się gładka i świeża. Wszystko pięknie tylko jak ma się to do naszych, polskich wymogów sanitarnych :)?

Pomijając kwestie indywidualnych upodobań, bo przecież nie każdy marzy o tym by rybki zjadły jego martwy naskórek, zbieg pozostaje także dyskusyjny w kwestii czystości. Salony kosmetyczne są objęte ścisłym rygorem sanitarnym. Po każdym użyciu, wszystko, co nie jest jednorazowego użytku musi zostać poddanie sterylizacji lub przynajmniej dezynfekcji, a jak tu zdezynfekować rybkę? Czy woda, w której pływają te małe kosmetyczno-zoologiczne żyjątka jest zmieniana po każdej klientce? Nie wiem? A może Wy wiecie?

Zabieg pochodzi z Turcji, gdzie jest niezwykle popularny i dodatkowo stosowany na całe ciało. W USA jest prawdziwym hitem, modnym ostatnio zwłaszcza wśród celebrytów. Niektóre stany zakazały stosowania fish pedicuru z obawy przed rozprzestrzenianiem infekcji bakteryjnych i grzybicznych. A jak będzie w Polsce? Póki co możemy sobie zafundować ten niestandardowy zabieg jedynie w dużych miastach. Cena waha się od 30 – 50 złotych za 15 minut. Naprawdę nie mogę się doczekać, aż któryś z pilskich salonów wprowadzi tę usługę do swojego „menu”.

 

Hanka

 

Aby móc dodawać komentarze musisz się zalogować.

PARTNERZY

 
REKLAMA
Reklama
Reklama