Reklama
Reklama
Reklama

Kuchnia na szpilkach:

Śmieciowa pizza


Naszła nas ostatnio z mężem ochota na pizzę. Zadzwoniłam pod swój ulubiony numer a tam pani milutkim głosem oznajmiła mi, że jak najbardziej, ale za ok dwie godziny... O nie! pomyślałam w duchu, grzecznie podziękowałam i gdzieś w środku obudził się we mnie utajony na co dzień szef kuchni.

 


 

Przypomniał mi się mój brat, który zawsze tuż przed przyjściem gości wyczarowuje w pół godziny pachnącą, przepyszną, domową pizzę... I że co? Że niby ja nie potrafię?

Przepis na ciasto do pizzy jest dziecinnie prosty:

  • 40 dag mąki
  • 2 łyżki oleju
  • 2,5 dag drożdży
  • 3/4 szklanki letniej wody
  • 1 łyżeczka soli
  • Po drożdże musiałam poleciałam do osiedlowego warzywniaka co zajęło mi całe 5 minut. Jak już zdobyłam ten cenny składnik wymieszała wszystko, wyrobiłam ciasto i odstawiłam na 10 minut w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. W tym czasie zrobiłam rundę po ogródku bo przypomniało mi się, że gdzieś w kącie rosła kiedyś przecież bazylia. Znalazłam ją a tak mi się przynajmniej wydaje - bo przecież przymrozki już były i wszystko co zielone wygląda mniej więcej podobnie. Posiekałam tę podwiędłą zieleninę i zmieszałam z kilkoma łyżkami ketchupu - w mojej kuchni od razu zapachniało włochami - więc jednak to była bazylia.

    Niestety nie umiem tak spektakularnie podrzucać kulka ciasta jak robią to zawsze we włoskich filmach, może i lepiej, bo ciasto na drożdżach źle znosi takie traktowanie.  Rozpostarłam więc ciasto na posmarowanej oliwą blasze, z wierzchu posypałam pieprzem i posmarowałam wcześniej przygotowanym sosem. No dobra! Tylko co dalej.

    I to właśnie w domowej pizzy jest najpiękniejsze, że ląduje na niej cała zawartość naszych lodówek. Gwarantuję, że żaden włoski szef kuchni nie ma w swoim menu pizzy z wędzona makrelą, kukurydzą, cebulą i kabanosami :) Jestem przekonana, że gdybym posmarowała całość nutellą to moja siostrzenica i tak by to zjadła.

    Otworzyła lodówkę a tam: trzy jajka, pół kilo sera, cebula i trzy kabanosy. Cebulkę podsmażyłam, kabanosy pokroiłam w cienkie plastry, w międzyczasie w szafce znalazłam puszkę groszku i dwa mrożone brokuły w zamrażarce. Wszystko pięknie poukładała na cieście i wtedy moim oczom ukazał się w ciemnej otchłani otwartej szafki łuskany słonecznik. Uprażyłam go więc na patelni i dołożyłam do reszty składników. Na mojej pizzy brakowało już tylko sera, dużo i hojnie, zwieńczył on moje kulinarne dzieło. Pizza wylądowała do piekarnika rozgrzanego do 170 stopni na pół godziny. W połowie pieczenia mój mąż dostał ślinotoku :)

    Było pyszne i to w niecałą godzinę.

     

    Hanka

     

    Aby móc dodawać komentarze musisz się zalogować.

    PARTNERZY

     
    REKLAMA
    Reklama
    Reklama