Reklama
Reklama
Reklama

Po godzinach:

Klient nie szmata.


Drogie Kwaśne Ekspedientki, Drodzy Kwaśni Ekspedienci!

Niepocieszona, a nawet sfrustrowana obserwacjami poczynionymi podczas wiosennych polowań na wyprzedaże, pozwalam sobie, licząc na Waszą głęboką refleksję, wystosować do Was apel.


Proszę! Nie mierzcie wszystko-wiedzącym wzrokiem, nie wiście na ramieniu w celu uchwycenia owego ramienia na gorącym uczynku przywłaszczenia mienia (w końcu to, że jeansy wciągnięte w pośpiechu na zbyt pulchny tyłek sprały się już nieco i świecę kolanem łysym jak… kolano ;) nie czyni jeszcze ze mnie nosicielki złej woli). Proszę! Zmuście swe zmęczone twarze do grymasu choć zbliżonego łagodnemu uśmiechowi – tylko ta mina nastraja mnie do uchylenia portfela – ku chwale Naszej Konsumpcyjnej Ojczyzny! Wreszcie nie proszę, a żądam: powściągnijcie żądze niechybnie prowadzące Was do sugestywnego prychania, mlaskania z niesmakiem oraz przewracania gałkami ocznymi, w celu ukazania (o zgrozo!) zniecierpliwionych białek…

Wszak niezaprzeczalnie i ponad wszelką wątpliwość: klient nie szmata! Nie służy do wycierania sobie plotkarskiej gęby, ani podcierania nim sobie rzecz-jasna-czego w ramach codziennych rozrywek znudzonych Ludzi Pracy. Klient, który wcale nie jest gorszy od Was Drogie Kwaśne Ekspedientki i Drodzy Kwaśni Ekspedienci, tylko dlatego, że wcześniej kończy pracę i krążąc pośród Was bezwstydnie oddaje się zakupowej rozkoszy (zresztą często mocno wątpliwej), służy do należytego obsługiwania, rzetelnego informowania i raczenia nienachalnym uśmiechem. Po jego oddaleniu od punktu obsługi można, a nawet należy o nim zapomnieć, niech idzie w pokoju.

Ja – klientka nie wymagam od Was przyjaźni, miłości czy uwielbienia. Nie wymagam głaskania, przytulania ani żadnych innych wyrafinowanych pieszczot. Nie chcę psychoanalizy, grupowej terapii, ani poklepywania po ramieniu. Pragnę jedynie, abyście byli, kiedy jesteście potrzebni w celach informacyjno-płatniczych oraz aby Was nie było, kiedy potrzeba ta zostaje zaspokojona (chuchanie i sapanie na kark nie pomaga nawiązać specyficznej więzi klient-sprzedawca, raczej w specyficzny sposób popycha mnie ku drzwiom – wyjściowym na dodatek).

Ja – petentka, choć może nie najmodniej ubrana, choć może nie zawsze kumata, choć może niecelnie trafiająca w Wasze prywatne gusta – mam święte (niczym hinduska krowa) prawo nie wiedzieć, się długo namyślać i zastanawiać, zadać milion pytań i nadal nie być przekonaną, ostatecznie wyjść, nie podejmując decyzji. Mam prawo! A Wy Drogie Kwaśne Ekspedientki i Drodzy Kwaśni Ekspedienci musicie mnie dzielnie znosić, bo… za to Wam płacą!

Gdyby mnie, po każdym wyjściu ze sklepu, w którym obsłużono mnie niegrzecznie i poniżej wszelkich standardów, ktoś wręczał czek, a najlepiej gotówkę w imię poniesionych strat moralnych, może pozwalałabym się tak traktować. Ale póki Wasz Drogi Szef nie sprawia mi takich prezentów – trzymajcie swoje fochy na wodzy! Bo… za to Wam płacą!

Uroczo-kapitalistyczny aspekt tej odwiecznej walki klas polega na tym, że Wy Drogie Kwaśne Ekspedientki i Drodzy Kwaśni Ekspedienci nie jesteście do swych ról, niczym do kast, przypisani – jeśli Wam Wasza ekspediencka dola nie odpowiada, śmiało możecie poszukać innego zajęcia, nie wymagającego kontaktu z uporczywie marudzącym klientem z nadmiarem czasu, a niedoborem forsy.

Tak samo ja – niezadowolona z Waszych usług mogę się z czystym sumieniem obrazić i następnym razem wybrać konkurencyjny sklep czy restaurację. Moje samopoczucie z pewnością wróci do optymistycznej normy. Co jednak w przypadku, jeśli wszyscy Wasi klienci wybiorą tę samą drogę samowyzwolenia? O ile Wasze utrudzone marudzeniem dusze wreszcie odnajdą ukojenie w ciszy, o tyle duch Waszego Drogiego Szefa i Fundatora Comiesięcznych Wpływów na Konto już niekoniecznie…

Poza tym, do cholery, wszyscy jesteśmy ludźmi! Nie traktujmy się więc jak szmaty! Amen!


Z wyrazami (jednak nadal) szacunku,

Wasza Depresjonistka

 



 

Aby móc dodawać komentarze musisz się zalogować.

PARTNERZY

 
REKLAMA
Reklama
Reklama