|
Zbigniew ToTo znienawidzony…
- Weźmie mnie to.. to… - wyburczał mój święcie obrażony mąż… pogardzam Tym i w ogóle co Ci strzeliło do głowy, żeby to… to… do domu przynieść? Nic nie poradzę! – odpowiedziałam z anielskim uśmiechem – Kocham to… to… od pierwszego wejrzenia i chyba mogę śmiało stwierdzić, że z wzajemnością.

ToTo – bo jak łatwo się domyśleć tak nazwałam naszego nowego domownika, niewesoło zaczął swój psi żywot… trafił do kosza na śmieci i to w zamkniętym szczelnie kartonie. Gdyby nie czujność jednej młodej kobiety… pewnie szybko podzieliłby los reszty odpadków, bo noce są już chłodne a ona ma tak rozkosznie „goły” brzuszek.
Czasem dochodzę do wniosku, że jednak niektórzy ludzie to świnie są prawdziwe…. Chyba nawet w tym kontekście nie muszę tłumaczyć co mam na myśli… i zawsze przychodzi mi w takich sytuacjach do głowy fraza z pieśni naszego renesansowego wieszcza z Czarnolasu:
„Nie chciał nas Bóg położyć równo z bestyjami.
Dał nam rozum, dał język… i nikomu z nami”
I mimo, że moja religijność jest raczej wątpliwej natury, to jakoś, te słowa Kochanowskiego wydają mi się jedną z bardziej trafnych poetyckich sentencji. Bo trzeba nie mieć ani rozumu, ani serca by takie małe, całkowicie zależne od nas stworzonko skazać bez mrugnięcia okiem, na dzielenie losu zgniłego odpadka. No ale dość żalów….
Znaleziony w śmietniku piesek szerokim łukiem trafił ostatecznie pod mój dach, przynajmniej tymczasowo i bardzo szybko podbił moje serce… niestety w mojej dwuosobowej rodzinie jestem w tym uczuciu osamotniona. I ściska mnie coś w środku jak myślę o tym, że muszę go oddać, bo niemiłosiernie się do niego przywiązałam. Lata za moimi dwiema kotkami- rezydentkami, rzuca się do gardła psu sąsiada;) – bo mały Toto w środku jest bardzo walecznym pieskiem. Długo myślałam jak dać mu na imię – dla żartu nazwałam go Zbigniew, bo dziwną satysfakcję daje mi wydawanie komendy: Zbigniew – zdechł pies;)Toto przyszło samo – troszkę dla przekąsu, troszkę by pokazać mężowi jak smutno mi, gdy tak obcesowo się do niego zwraca. Przydomek „znienawidzony” dała mu moja siostra, która także znalazła się pod silnym urokiem Tota i tak powstało imię złożone, godne średniowiecznego króla, lub przynajmniej rycerza: Zbigniew ToTo znienawidzony – i śmieję się patrząc na niego, bo tak mała istota z tak wielkim imieniem potrafi wzbudzić prawdziwą rodzinną burzę z gradobiciem…
Jeśli ktoś pokocha Tota równie mocno jak ja… i wie, że zapewni mu szczęście i spokój i wielką kość do gryzienia… ech…. To może oddam zbója – bo jakby nie było mąż ważniejszy….
A jakby ktoś miał w domku troszkę miejsca na dwa kilo szczęścia, to polecam gorąco wizytę w pilskim schronisku… tam dopiero zrozumiałam czym jest smutne spojrzenie…
Zrzęda |