|
Pierwszy dzwonek...
I zaczęło się... Znów w kierat obowiązków... Wrzesień nieuchronnie przybija mnie powrotem do pracy... lekcje, dzieciaki, obowiązki... Bo nie tylko uczniowie nienawidzą szkoły!
Tak jestem nauczycielem! To niestety plasuje mnie w gronie tych nieszczęśników, którzy z początkiem września, ze spuszczonymi głowami i podkulonymi ogonami wracają w szkolne mury. Pierwsza lekcja- katorga- ogrom niezrozumienia po stronie uczniowskich ławek zawsze mnie przytłacza. Jak główny bohater „Dnia świra”, rozpaczliwie szukam tych jednych „słuchających” mnie oczu... Uważnie przyglądam się wpatrzonym we mnie twarzom i jedyne co udaje mi się dostrzec to fala niezrozumienia, od której mętnieją ich spojrzenia. Moje słowa brzmią dla nich obco, jak język zupełnie innego narodu... jak miauczenie kota, który domaga się uwagi, lub płacz niemowlaka, który oddaje tylko jemu znane emocje... Nic! Ściana!
Patrzę zatem uważniej, przyglądam się postaciom zerkającym ukradkiem na wyświetlacze telefonów i mówię... nieustannie wyrzucam z siebie potok słów, jak katarynka... widzę dziewczęta w kusych sukienkach, chłopców w za dużych spodniach z krokiem gdzieś na wysokości kolan. Blondynka w ostatniej ławce patrzy na mnie oczyma cielaka, dużymi, lśniącymi, pustymi... Powieki pokryła grubą warstwą połyskliwego cienia, w wyobraźni widzę ją w weneckiej masce suto ozdobionej brokatem... ciemne brwi, wyregulowane zbyt mocno, nadają jej twarzy wyraz wiecznego zdziwienia... Zadaję pytanie... natychmiast urywa się kontakt wzrokowy, wszystkie owieczki nagle rozpaczliwie szukają odpowiedzi, w pustym przecież zeszycie, ktoś szuka czegoś w plecaku, ktoś upuścił długopis... echo! Tylko mój głos rozchodzi się po klasie – odpowiadam sam sobie bo tylko nauczyciel rozumie pytanie, tylko nauczyciel wie jak na nie odpowiedzieć... Jedyne co do mnie czują to strach podszyty szyderstwem – i tak bez wyjątku, lekcja za lekcją... A przecież spytałem tylko: Jak minęły wakacje?
Idę pustym korytarzem, słucham mozolnych dźwięków dochodzących z innych klas... tryby oświaty muszą się przecież kręcić, mimo że tylko nauczycielom zależy na trwaniu tego beznadziejnego procesu. I patrzę jak chuda Janka od niemieckiego ukradkiem ociera łzę, wszystkim tłumacząc, że to alergia... i nikt jej nie powie, że wszyscy widzieli napis na szkole, „że Janka robi najlepsze lody...”, który tak skrupulatnie starała się zetrzeć ubiegłego wieczora. Bo uczeń ma swoje prawa... nauczyciel niestety ma tylko obowiązki...
Mąż Marudy |