|
Dzień z życia pięknej kobiety…
Po kolejnej dawce czasopism kobiecych z poradami dotyczącymi zdrowia i urody naszła mnie taka refleksja, że ja nigdy nie będę piękną, zdrową i zadbaną kobietą... Niestety nie mam na to ani cierpliwości, ani czasu. Utwierdziłam się w tym przekonaniu bezpowrotnie, próbując wyobrazić sobie dzień z życia zadbanej kobiety.
A wyglądałby tak: wstaję bardzo wcześnie rano najlepiej o 5.30 (o 8.00 rozpoczynam pracę, nie mogę ryzykować spóźnienia) i od razu zabieram się do rzeczy. Wypijam szklankę wody z miodem - to poprawia przeminę materii i idę pod zimny prysznic - to ujędrnia skórę i poprawia krążenie. Teraz wklepuję warstwę żelu antycelulitowo- odchudzającego, wskakuję w sportowy strój i pędzę pobiegać - koniecznie za miasto, z dala od spalin. W tym czasie moje komóreczki lepiej i szybciej wchłaniają ten żel wyszczuplający, a szybsze krążenie krwi sprawia, że witaminy, mikroelementy, pastylki odchudzające (jestem dość szczupła, ale ostrożności nigdy za wiele) i te podnoszące inteligencję, (koniecznie popite szklanką wody mineralnej niegazowanej) są właściwie wchłaniane przez mój organizm. To bardzo ważne!
Po dawce joggingu biorę prysznic, myję głowę, nakładam odżywki – spłukuję. Delikatnie wykręcam włosy, bo tarcie może je uszkodzić i mogłyby zacząć się rozdwajać, potem wcieram jedwab. Nakładam balsam ujędrniający. Nareszcie pierwszy zasłużony posiłek (pastylek przed joggingiem nie liczę). Wodą mineralną płuczę dwa listki sałaty z ekologicznej plantacji, kładę je na kromkę chrupkiego chlebka. Zjadam i popijam szklanką wody mineralnej niegazowanej. Uff, jeszcze tylko półtora litra i wyrobię dzienne minimum. Na deser kwas foliowy, bo nowoczesna kobieta przygotowuje się wcześniej do roli matki i nakładam krem przeciw rozstępom. Jeszcze krótki “relaks” w pozycji horyzontalnej, 15 minut z płatkami waty na oczach nasączony zimną zieloną herbatą. Dosyć leniuchowania, włączam muzyczkę i przez pół godziny ćwiczę rozciąganie mięśni w towarzystwie miłego pana z ekranu krzyczącego entuzjastycznie: You’re hot! You can do it, you can do it! Pewnie, że dam radę – jestem silną i zdesperowaną kobietą przecież.
Budzik – 7.30 – spóźnię się do pracy! a nie zdążyłam obłożyć się błotkiem z morza czarnego! Spokojnie, bez nerwów – złoś ć piękności szkodzi. Wypijam szklankę wody mineralnej niegazowanej.
16.30 – po pracy. Jestem wykończona. Przygotowuję sobie kąpiel z solą i odrobiną olejku aromatycznego, napuszczam (nie za gorącej!!!) wody, dolewam ziół, puszczam muzykę relaksacyjną, zapalam kadzidełko (a co!). Chwila błogiego wypoczynku. Nacieram się algami, zawijam w folię, przykrywam kocem elektrycznym i chudnę sobie w spokoju. Znowu szybki prysznic i wcieranie odżywczego balsamu. Idę sobie zrobić późny obiadek. Zawijam w folię aluminiowa 120g chudej, morskiej ryby, wkładam ją na grilla i piekę 17 i pół minuty - nie za długo bo straci wartości odżywcze. Do tego przygotowane półtwardo warzywa na parze z upraw ekologicznych! Powoli zjadam dokładnie przeżuwając i popijając szklanką wody mineralnej niegazowanej. Na deser TIC TAK.
Jest już wieczór więc mogę przystąpić do upiększania mechanicznego. Oczyszczam twarz wodą micelarną - czekam aż się wchłonie, nakładam krem nawilżający - czekam aż się wchłonie, nakładam bazę pod podkład – czekam aż się wchłonie (ależ ta skóra chłonna jest!), delikatnie pędzlem nakładam podkład (tak jest bardziej higienicznie i nie zetrę pigmentu) . Twarz pudruję. Nakładam cienie, tuszuję górne rzęsy i modeluje twarz różem. Wyznaczam konturówką idealny kształt ust i wypełniam (uwaga!) jasną szminką bo przecież oczy podkreśliłam dość mocno. Pudruję przez chusteczkę, lekko odciskam i ponownie nakładam warstwę szminki. Z fryzurą na szczęście nie mam problemów, bo włosy mam idealnie nawilżone i układają się same... :) Wypijam szklankę wody i jestem gotowa do wyjścia na wieczorny spacer (nie do knajpy, bo tam dym z papierosów, w restauracji - niezdrowe jedzenie, z przyjaciółkami – plotki, więc stres, z facetami same kłopoty, a od tego robią się zmarszczki). Tym razem spacerek nie jest długi, bo muszę przed snem zjeść jeszcze garść tabletek dla zdrowia, wykonać dokładny demakijaż, wklepać kilka kremów. A przecież trzeba iść spać przed 22 bo wtedy skóra najlepiej odpoczywa i wchłania wszystkie kremy a organizm w pełni się zregeneruje...
I teraz tak sobie myślę, że właściwie ja chyba jestem zbyt leniwa na tak intensywne życie... Pozostanę przy swoim rozkładzie dnia, będę niedosypiała, jadła jajecznice o 2 w nocy, piła czarną kawę na śniadanie i zaakceptuję swój cellulit. Bo przecież prawdziwe piękno kryje się w środku :)
@nka
|