|
„Chciałbym Cię mydlić mydełkiem FA”
Pamiętacie tę piosenkę? Rewelka co nie ;-) ? Mimo, że lata świetności ma już - grzecznie powiedziawszy - za sobą, to otóż właśnie ona, niedawno, bardzo mi pomogła, nawet rzekłabym, że bardzo, bardzo. Niby zwykłe kilka nutek i słów, a jednak jej moc, w jednej chwili tak owładnęła moją mózgownicą, iż podjęłam decyzję, dalece odbiegającą od wszystkim moich dotychczasowych i to razem wziętych. Chodzi oczywiście o mężczyznę, a właściwie jego brak.
Ostatniemu sprawcy dziury w moim sercu pięknie podziękowałam. Niech u(nie)szczęśliwia inną panią. Czas rozpaczy też już mam daleko za sobą. Minęła już nadzieja, że ów jegomość wydobrzeje i dokona przemiany z ropuchy na żabcia. Minęła już złość. Oczywiście przedziurkowałam wszystkie zdjęcia z nim w roli głównej, spaliłam i podeptałam nawet te, na których był tylko tłem. Nie wstydzę się tego, bo właśnie te wybuchowe działania przyniosły mi ulgę.
Tak czy siak z oczyszczonym- z toksyn, sercem postanowiłam wyruszyć na podbój męskiej rasy. I dupa. Nic. Należę do kobiet, które znają swoją wartość, nie uważam się wprawdzie za piękność, ale na pewno jestem 100 % babeczką (a po kształtach to nawet 200%). Zawsze miałam powodzenie u mężczyzn, nie powiem. No, ale powodzenie to jedno, a znalezienie tego jedynego to inna kwestia. Szczerze – myślałam, że pójdzie łatwiej. A tu, tak naprawdę w ogóle nie poszło. Zaczęłam od Internetu i znanego wszem i wobec portalu randkowego. Hmm cóż mogę powiedzieć. Wie ten, kto tam był. Pełno ufoludków, dziwolągów, kosmitów, ogólnie - mężczyzn za bardzo oderwanych od rzeczywistości. Lepsze kąski zapewne też były, ale mniemam, iż już zostały skonsumowane, schrupane i są nie do odzyskania.
Kilka randek, z których musiałam wręcz uciekać bardzo mnie zniechęciły. Czy tak trudno zrozumieć, że sex, czy nawet głębszy pocałunek na pierwszym spotkaniu jest, dla niektórych (czyt. mnie) niedopuszczalny? Może jestem niereformowalna - jak usłyszałam, ale do zbliżenia potrzebuję uczucia, tego czegoś, a mechaniczne spółkowanie w ogóle mnie nie kręci. Po niepowodzeniu w necie postanowiłam spróbować swoich sił w gazecie lokalnej, w anonsach: poznam panią, pana. Dostałam kilkanaście listów na adres redakcji. Nie ukrywam, że bardzo miło było otwierać koperty-nie dość, że adrenalina, podekscytowanie, to jeszcze sama kwestia listu-w epoce maili czy ktoś pamięta o ręczne pisanych wypocinach? O dziwno - ta forma szukania drugiej połówki była mniej stresogenna – sympatyczni mężczyźni, mający coś do powiedzenia, miłe spotkania na kawie, ale też bez płonącego serca. Zresztą nie łatwo się zakochuję, może nawet zbyt trudno, no ale widocznie moje serce mieszka „w wysokiej wieży otoczonej fosą” (pamiętacie ten kawałek? - super!!).
Z innych udziwnień to dałam się namówić na randkę w ciemno-w restauracji, kilka osób w grupie konsumuje obiad w zupełnej ciemności. Miało być tajemniczo i romantycznie. Oprócz plamy na spodniach nic innego stamtąd nie wyniosłam (w sensie duchownym oczywiście). Spróbowałam swoich sił także na wieczorze dla singli-dyskotece. Wśród 200-tu kobiet było jakieś 10 chłopaczków – pewnie jeszcze prawiczków-przynajmniej tak się zachowywali, jakby byli na pierwszym głodzie. Ta ilość kobiet trochę mnie przeraziła. Kurczę - ile wokół nas jest samotności, ile z nas chce kochać i być kochaną, ile z nas jest po prostu nieszczęśliwych.
Postanowiłam zaprzestać swoich działań, bo jak jakieś działanie długo nie przynosi pożądanych efektów, to kuje w serce. Potrzebowałam mężczyzny, przyjaciela, kumpla, kochanka w jednym, ale nic na siłę. I nagle patrzę, a na ekranie telewizorni ukazuje się ogłoszenie- jeżeli szukasz męża i przeżyłaś z tym faktem jakieś zabawne historie to zadzwoń (oj mogłabym o tych „przecudnych” randkach opowiadać i opowiadać). Zatrzymałam wzrok na dłużej i … uwaga uwaga- w tym samym momencie słyszę za ściany…. mydełko faaaa. I co się stało???? Przyszło olśnienie - jadę do telewizji!!!,. bo to jest to, to jest moja szansa, aby mój jedyny zaśpiewał: gdy się pojawiasz na szklanym ekranie tralaa. Wiem, wiem zwariowałam. Ale ta piosenka, w tym samym momencie co ogłoszenie…. Ja wierzę w znaki, że je otrzymujemy z góry, aby łatwiej nam było żyć. Więc wzięłam to wydarzenie za światełko, za którym powinnam podążać. I z drugiej strony prawda jest taka, że też chciałam być mydlona mydełkiem faaaa. Zadzwoniłam i… zostałam wybrana. Wsiadłam więc do pociągu w kierunku....Rozmów w Toku. Tak, tak byłam tam, przybyłam, zobaczyłam i ledwo, bo ledwo, ale przeżyłam. Stres mnie zjadł bardzo, ale czego nie robi się dla mydełka fa hihiihih.
Jak wygląda telewizja od dupy strony napiszę Wam w przyszłym tygodniu. Wprawdzie podpisałam pakt o „nicniemówieniu”, ale co tam - napiszę o swoich odczuciach i spotkaniu z Ewą Drzyzgą. A póki co piszcie, jak wy szukacie mężów czy kochanków. Jakieś sprawdzone sposoby? Muszę przyznać, że powszechnie znane - mi akurat nie pomogły. Pomogła telewizja, ale w zupełnie inny sposób niż się spodziewałam.
Dulcia
|