|
Przepraszam, ma Pani bąka na spodniach !?!
Czasem już w życiu tak bywa, że Twój idealnie (z pozoru) dobrany strój płata Ci nie lada figla… i to w najmniej spodziewanym momencie… cała radość wówczas pryska… i pozostaje (pozwolimy sobie zacytować) wstyd i sromota (czymkolwiek jest owa sromota). Dziś my opowiemy Wam nasze odzieżowe wpadki i mamy nadzieję, że i Wy podzielicie się z nami swoimi…
Miejski szyk – czyli Anka kontra bąk
Niedawno pisałyśmy o białym zestawie na upalne dni w biurze. Tak więc niewiele myśląc wystroiłam się w urocze białe satynowe spodnie i równie bialutką kamizelkę (czyli zestaw w którym Patrycja wyglądała uroczo). Pewna siebie, w wysokich obcasach, raźnym krokiem przemierzałam dyskontowe regały w poszukiwaniu drugiego śniadania, gdy kątem oka ujrzałam małoletniego dryblasa przyglądającego mi się uważnie. Hmmm… nie powiem, nawet to troszkę połechtało moje trzydziestoletnie, kobiece ego. Z tropu zbiło mnie jedynie miejsce, któremu ów młodzian tak badawczo się przyglądał. Niby wiem, że biodra mam niczego sobie, ale żeby aż tak… no nic chwyciłam jakiś jogurt i czytam sobie skład dla niepoznaki… nagle, dostrzegłam, że młodzieniec przemógł się w sobie i podąża w moją stronę… o ku… wa! Co teraz! Nie chcę zranić jego młodych uczuć, w końcu jestem mężatką! Chyba coś do mnie powie?!? I powiedział:
- Przepraszam – głos mu zadrżał – ma Pani bąka na spodniach!
No tego to się nie spodziewałam… - Dziękuję – burknęłam – i zdezorientowana spojrzałam na nogawkę bielutkich spodni, gdzie w okolicy kieszeni wygodnie rozlokował się ogromny trzmiel. Strzepnęłam go czym prędzej i oddaliłam się, zupełnie zapominając o drugim śniadaniu, przez co cały boży dzionek burczało mi przeokrutnie w brzuchu.
Niedzielny spacer – czyli Hanka kontra pijaczek
Miałam może z siedemnaście lat, gdy spotkała mnie straszna zniewaga i to podczas niedzielnego spacerku. Wraz z koleżanką postanowiłyśmy przejść się naszymi pilskimi nadrzecznymi bulwarami. Jak na siedemnastolatkę przystało, spędziłam wcześniej dobrą godzinę przed lustrem przymierzając rozmaite szmatki. W końcu zadowolona z siebie kroczyłam spokojnie brzegiem rzeki w przecudnej urody zestawie: błękitnej koszuli z żabotem, równie błękitnej spódnicy z falbanami i uwaga! w dżinsowych klapkach – krzyku lat dziewięćdziesiątych – równie niebieskich jak reszta mojej przypominającej smerfa garderoby. Jakże ja byłam z siebie zadowolona – do czasu! Gdy tak kroczyłam, nadęta jak paw, dostrzegłam lichej postury pijaczynę, siedzącego na murku i sączącego podrzędne winko, przyglądał mi się dłuższą chwilę i nie da się ukryć (tak mi się przynajmniej wydawało) mój błękitny strój zrobił na nim wrażenie. Patrzył i patrzył, aż nagle ryknął z całego gardła:
- ej! Ku…wo, co się tak na niebiesko ubrałaś?
Prawie trupem tam padłam i już nigdy, ale to nigdy w moim dość długim życiu na niebiesko się nie ubrałam.
Jeżeli i Wy macie jakieś traumatyczne przeżycia związane z jakąś częścią garderoby… Napiszcie do nas na adres
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
, a my opublikujemy Waszą historię :)
Przepraszam, ma Pani bąka na spodniach !?!
|