Reklama
Reklama
Reklama

Baby boom:

 

Mamoblog cz. 5.


9 października, 10:18

szoping, szoping...
Kiedy się mieszka na zapadłej wsi, wyjazd na zakupy do MIASTA staje się prawdziwą wyprawą. Nie doceniałam tego, mieszkając w mieście. Trochę się cieszę, a trochę boję. Aktualnie męczy mnie wejście i zejście po schodach, a co dopiero maraton po centrum handlowym...
W dodatku trzeba będzie zweryfikować przykre przypuszczenie, że rozmiar ubrań, w który dotychczas się mieściłam może już nie być moim rozmiarem.


 

10 października, 10:35

Dokonałam wczoraj niemożliwego- kupiłam sukienkę. Bo 25. wychodzę za mąż, zapomniałam wspomnieć. Miałam obawy, że będzie to długi, męczący i bolesny proces (kupowanie sukienki, nie zamążpójście), a tu proszę- myk, myk- i sukienka kupiona w pierwszym sklepie. To jest ślub cywilny, więc całe szczęście ominęło mnie wybieranie takiej proper sukni ślubnej, choć krótka, baby-doll z Simple wzbudziła jednakowo dużo emocji  J Podejrzenia co do rozmiaru sprawdziły się częściowo, okazało się bowiem, że rozrosłam się, że tak powiem, w klacie, w związku z czym konieczna będzie drobna przeróbka u krawcowej, dzięki czemu da się głębiej oddychać.
Przetrząsnęłam też H&M Mama, co znacznie poprawiło mi humor. Co prawda, minie jeszcze trochę czasu, zanim będę potrzebowała ciążowych ubrań, ale sama świadomość, że nie będę skazana na bezkształtne "namioty" jest krzepiąca.
Oczywiście plan, żeby w trzy godziny kupić dla mnie sukienkę, buty i bieliznę, garnitur, koszulę i krawat dla M., obrączki, opony zimowe oraz zrealizować dwustronną liste zakupów w Tesco, a w międzyczasie zjeść obiad, okazał sie niewykonalny, co oznacza, że takich wycieczek, czeka nas jeszcze kilka.


 

10 października, 13:19

Bilans dotychczasowych dokonań jest taki:
- umyłam szybę od kominka,
- rozmieściłam dwa zdobyczne kwiaty doniczkowe,
- umyłam patelnię,
- wsadziłam do zmywarki kilka talerzy,
- zamiotłam jakieś trzy metry kwadratowe,
- umyłam szklany stolik.
- odbyłam ponad godzinną rozmowę telefoniczną z moją przyjaciółką G.

Hmm.


 

10 października, 13:30

Zapomniałam wspomnieć o moim ostatnim genialnym pomyśle, na który wpadłam podczas jednej z nocnych przerw w śnie.
Takie nocne przebudzenia, to w ogóle doskonała sposobność do błyskotliwych przemyśleń, gdyż z racji braku innych bodźców, człowiek zdany jest na ciszę, ciemność i nieograniczone możliwości własnej wyobraźni, do tego miękko zawieszony w półśnie, bez filtra oddzielającego genialne pomysły od najbardziej absurdalnych.
Sam pomysł jest mocno przyziemny, ale bardzo poprawił mi humor. Z drżącym sercem weszłam ostatnio na wagę i chyba pierwszy raz w życiu widok na wyświetlaczu mnie uradował. Okazuje się bowiem, że tyję, póki co, minimalnie, mieszcząc się w dolnej granicy normy. Postanowiłam zatem dołożyć wszelkich starań, żeby tę tendencję utrzymać i przez najbliższe siedem miesięcy nie utyć więcej niż 10-12 kilo. Kiedy mi się to uda, będę opowiadać wszystkim, jak to przytyłam w ciąży 25 kilo, co będzie pozwalało przypuszczać, jak chuda byłam wcześniej.
Taka okazja nie zdarza się co dzień.


 

 

 

Mamoblog

 

<< poprzedni wpis ....... następny wpis >>



 

Aby móc dodawać komentarze musisz się zalogować.

PARTNERZY

 
REKLAMA
Reklama
Reklama