|
Mamoblog cz. 61
10 kwietnia, 09:27
Urodziny M. Tuż po północy złożyłam Mu życzenia i wręczyłam prezent- nowy piłkarski outfit. Co z tego, że gra rekreacyjnie na wiejskim boisku z chłopakami- niech wygląda jak Henry Cieszył się jak norka. W ogóle, sądząc po Jego napaleniu w tym temacie i ambitnych planach typu "ja i mój syn na boisku", mam nadzieję, że wytrzyma chociaż do czasu, aż ten nauczy się chodzić. I że Ignaś nie odziedziczy po mnie niechęci do sportów zespołowych.
10 kwietnia, 10:59
Pamiętam, że kiedy byłam mała bardzo przemawiała do mnie symbolika tych przedświątecznych dni. Przerażało okrucieństwo, wkurzała niesprawiedliwość. I co roku miałam nadzieje, że tym razem Mu się upiecze.
10 kwietnia, 11:08
Rano kolejna dostawa akcesoriów niemowlęco-porodowych. Listonosz zagroził, że jeśli nie założymy dzwonka przy furtce, będzie zostawiał awizo na płocie. Panicznie się boi naszego psa- to chyba jakaś listonoszową fobia, bo pies wykazuje najszczerszą radość na jego widok. Mam mieszane uczucia- co innego zobaczyć podkład poporodowy w necie, a co innego na żywo. No i te eleganckie siatkowe galotki...
10 kwietnia, 19:38
Niespodziewany najazd wielkopolskich znajomych. M. przeszczęśliwy - tylko najlepsi kumple spontanicznie wpadają na urodzinowe piwo na drugi koniec Polski.
15 kwietnia, 13:20
Niesmak. Za stara jestem na przepychanki, konflikty. Nie chce mi się. Nie chce mi się wysuwać argumentów, udowadniać, tłumaczyć, przepraszać, prostować, analizować, wyjaśniać, obiecywać poprawę, starać się, zwykle nie dostając nic w zamian. Własna rodzina, własny mały świat dają inną perspektywę, pozwalają ustalić właściwą kolejność i zepchnąć nieważne sprawy tam, gdzie nie będą odwracać uwagi od tego, co naprawdę istotne, od ludzi, którzy się dla mnie liczą, których potrzebuję i którym jestem potrzebna. Bycie kozłem ofiarnym na dłuższą metę jest wysoce wkurwiające.
15 kwietnia, 18:37
Pierwsza porcja ubrań Ignaszka wyprana. Błękitnie się zrobiło na suszarce. I tak jakoś RZECZYWIŚCIE.
15 kwietnia, 18:46
Pracz okazał się wariatem. Dzwoniłam do niego już siedem razy, za każdym razem musząc przedstawiać całą historię, bo pracz cierpi najwyraźniej na poważne zaburzenia pamięci. Warto zaznaczyć, że za każdym z tych siedmiu razy miał oddzwonić, żeby ostatecznie oznajmić, kiedy się zjawi. Nie oddzwonił ani razu. W dodatku mówi strasznie szybko i z akcentem typowym dla wieloletnich użytkowników CB radia. Dzisiaj rano pytał, czy może przyjechać w niedzielę, skoro dzisiaj jest wtorek. Kiedy uświadomiłam mu, że środa, obiecał przybyć w piątek (??), pod warunkiem, że przechowam mu przez weekend maszynę do prania dywanów, bo musi jechać do Gdańska (??).
15 kwietnia, 19:07
Zamontowaliśmy dzwonek przy furtce. Okazało się, że za sprawą niewielkiego bezprzewodowego ustrojstwa za całe 16,99, rozważania o kopaniu dołów i prowadzeniu kabli były całkowicie niepotrzebne. Listonosz niechybnie postawi nam flaszkę.

Mamoblog
<< poprzedni wpis |