Reklama
Reklama
Reklama

Baby boom:

Mamoblog cz. 57

 

28 marca,12:12

Odkryłam, że mój spokojny i niekonfliktowy w dzień mąż, nocą zmienia się w Armando-Awanturnika rodem z brazylijskiej telenoweli. Co ciekawe, ta niepokojąca transformacja odbywa się u niego zupełnie nieświadomie, za gęstą zasłoną snu.
Dziś w nocy standardowo obudziło mnie piszczenie telewizora, oznajmiające, że czas emisji programu dobiegł końca. Zrezygnowana zabrałam się za poszukiwanie pilota. Kiedy nie znalazłam go pod kołdrami i poduszkami, najdelikatniej jak umiałam, obudziłam M:
- Kochanie... gdzie jest pilot?
M. z zamkniętymi oczami i wyraźnym zniecierpliwieniem wręcza mi komórkę.
- Nie telefon, Skarbie, tylko pilot.
- Na dole.- irytacja w jego głosie rośnie.
- W salonie? Na podłodze? Czy gdzie?
- Na dole.- wściekle
- Na dole czego?
- WSZYSTKIEGO!!!
- Jak na dole wszystkiego?
- PILOT OD DOMU JEST NA DOLE WSZYSTKIEGO!!!
- Jaki pilot od domu?! Widzę, że się nie dogadamy...- zrezygnowana macam ręką pod łóżkiem.
- TO NIE!- Szanowny mąż z impetem przewraca się na bok, zarzucając kołdrę jak pelerynę.

Nie spodziewałam sie po nim takiego dramatyzmu.

 

30 marca, 17:12

Po wizycie u lekarza.

Lekarz zadowolony, ja uśmiechnięta, Ignaś grzeczny, jeszcze "wysoko".

Oby tak dalej.

 

31 marca,11:23

Lubię ostatnio te nowojorskie czytadełka w stylu Weisberger albo Bushnell. Jakoś dobrze mi robią.

 

31 marca, 11:34

Wreszcie za oknem coś, co przy odrobinie dobrej woli można podciągnąć pod "wiosnę". Zaraz wskakuję w dresy i najbardziej rozczłapane emu, chwytam grabie i ruszam na podbój trawnika.

 

31 marca, 12:26

Aa, zapomniałam wspomnieć, że wczoraj lekarz wręczył mi "kartę ruchów". Bardzo mi się to nie podoba, ponieważ:

1.) Ignacy wykazuje usposobienie imprezowe- śpi do południa, rozkręca się późnym wieczorem. Poza tym jest generalnie spokojnym dzieckiem i za bardzo mnie nie kopie (lubi mnie?).
2.) Z powyższego powodu o 8.00 rano nie zaobserwuję żadnych ruchów, poza tym sama o tej porze ich jeszcze nie wykazuję.
3.) Mam szansę wpędzić się w nerwicę.
4.) Nie należę do systematycznych osób, więc oczami wyobraźni już widzę, jak przed następną wizytą, w poczekalni, naprędce uzupełniam tabelkę wymyślonymi liczbami.

 

31 marca, 14:05

Mizerny ten podbój, muszę przyznać...
Wygrabiłam kupkę siana, nałykałam się tlenu i słońca i padam z nóg.

 

31 marca, 20:33

Cały dzień zmagałam się z myślą, co lepsze: zdecydować się na bardzo niemiłą rozmowę, ryzykując potężny skok ciśnienia i mega-wkurwienie, czy chodzić nabuzowana i dusić w sobie pokłady wściekłości.

Wybrałam pierwszą opcję.

 



Mamoblog


<< poprzedni wpis

 

Aby móc dodawać komentarze musisz się zalogować.

PARTNERZY

 
REKLAMA
Reklama
Reklama