|
Mamoblog cz. 4.
7 października, 12:19
Nadal dochodzę do siebie po wczorajszym praniu żołądka. Zapamiętać: pomidory w dużych ilościach szkodzą. Bardzo. Dzisiejszy dzień zaczął się nienajlepiej, bo jak inaczej można określić lodowaty prysznic z rana, gdy z jakichś powodów zabrakło ciepłej wody. Poza tym w łazience trwa nieustający remont, w związku z czym wdepnięcie mokrą i na wpół zamarzniętą nogą w kupkę tynku do najprzyjemniejszych także nie należy. Można się też wkurzyć, kiedy misternie sporządzona i niezwykle estetyczna kanapka spada (oczywiście stroną z masłem) na talerz i przestaje wyglądać cokolwiek zachęcająco. Do tego jestem dziś w nastroju płaczliwo-zgryźliwym, co jest najgorszym połączeniem, jak sądzę. No, ale istnieje zasadnicza różnica pomiędzy dżemem wiśniowym a konfiturą, czyż nie? Konfitura ma śliczny okrągły słoiczek i całe owoce i idealnie nadaje się do sporządzania cudownych tostów z twarogiem i konfiturą właśnie, co ostatnio jest moim ulubionym pożywieniem. Z dżemem nic nie będzie takie samo. Czyż nie jest to wystarczający powód do naburmuszenia się i pełnych urazy spojrzeń, he? M. nie wyglądał na przekonanego, ale próbował mnie udobruchać m&msami, co mu się nie udało, więc zamknął się w łazience i kontynuuje remont, jak sądzę, bo dochodzą mnie stamtąd odgłosy zaciekłego szlifowania. Każdy ma swój sposób na rozładowanie negatywnych emocji. Myślę, że winę za mój aktualny stan ducha może ponosić specyficzny rytm snu. Pomijając fakt, że śpię za dużo, przez co przez większość dnia chodzę przymulona i marzę o czerwonym winie, to od pewnego czasu uskuteczniam schemat sen-przerwa-sen. Przerwa ma miejsce zazwyczaj między 24.00 a 3.00, kiedy to oglądam filmy na dvd, układam pasjansa, tudzież się wiercę.

Dziecko przypuszczalnie wygląda teraz mniej więcej tak:
8 października, 11:52
Wreszcie pogoda sprzyja temu, żeby się za coś zabrać. Pan na tarasie kładzie kafelki, pies u weterynarza na ostatnim zastrzyku, kota załatwia jakieś swoje kocie sprawy, M. narzeka, że ma za dużo na głowie. Ja mam jak zwykle ambitne plany i bardzo wiele rzeczy zamierzam dzisiaj zrobić. Na przykład: - posprzątać pokój (zauważyłam, że po przekroczeniu któregoś levelu bałaganu ta czynność przestaje być codziennym, mało uciążliwym obowiązkiem, a staje się mega-problemem), - wykąpać psa i zaaplikować mu krople na kleszcze jak już wyschnie, po czym strzec jak oka w głowie, żeby przypadkiem nie wlazł do jeziora, -wszystko, co na czas remontu zostało wyniesione z łazienki wtargać tam z powrotem oraz poukładać, -zrobić pranie, - zamówić na Allegro cebulki tulipanów oraz dowiedzieć się, co się z nimi potem robi, - zrobić knedle, - prasować.
Uuu, za dużo tego jak na jednego człowieka. W dodatku w ciąży.
To może lepiej pomyślę, czego nie będę dzisiaj robić:
- Zakupów w Internecie (oczywiście z wyjątkiem tych cebulek), ani nawet oglądać rzeczy, które chciałabym mieć, - Malować paznokci, - Czytać Pudelka, - Ucinać drzemek, - Oglądać beznadziejnych seriali, - Grać w Simsy, - Użalać się nad sobą.
Znakomity plan. ta.
8 października, 20:20
Żadna ze mnie Anthea Turner.
Bilans jest taki: - stan łazienki: niezły, ale wymaga jeszcze dopracowania - knedle: wykonano sztuk 10. (Okazało się, że tylko tyle śliwek z całej miski nadawało się jeszcze do spożycia) - tulipany: zamówiono sztuk 80 plus 100 krokusów - pies: nadal niewykąpany i śmierdzi - pokój: bez zmian - pranie: jutro - prasowanie: eee - Simsy: ani trochę - pudel: chwila tylko - beznadziejne seriale: jeden - zakupy w necie: dozownik do mydła, kubek na szczoteczki i szczotka do toalety- nowy image łazienki zobowiązuje - drzemki: zero - użalanie: prawie wcale
Mogło być gorzej. Padam z nóg. Dobranoc.
8 października, 20:29
Można mieć wieczorne mdłości zamiast porannych? Zaobserwowałam niepokojącą tendencję do takowych.

Mamoblog
<< poprzedni wpis ....... następny wpis >>
|