|
Mamoblog cz. 51
14 marca, 18:48
Ignaś dotleniony, pies wybiegany. Odkryłam nową, fantastyczną trasę spacerowo-rowerową przez las. Tam właśnie już wkrótce zamierzam intensywnie naprawiać szkody, jakie ostatnio natura wyrządziła w okolicach mojego brzucha & tyłka. (Dobrze, że to napisałam- będę wracać do tego fragmentu, kiedy niewyspana, rozkołysana w rytmie baby-blues zalegnę na kanapie w otoczeniu pożywienia i poza czynnościami około-niemowlęcymi nie będę wykazywać najmniejszych chęci aktywności fizycznej.)
14 marca, 18:49
Wyszedł mi całkiem fachowy Coleslaw. Do tego słodko-ostre żeberka
15 marca, 20:33
Kolacja odzwierciedleniem moich sympatii terytorialnych. Śledź po giżycku & Lech Premium.
15 marca, 20:34
Kurczę, moje wpisy są ostatnio niepokojąco zdominowane przez wątki kulinarne.
16 marca, 12:36
M. odkrył, że wieczorami można jechać do naszej piekarni po gorący chleb. Przywiózł wczoraj taki- idealny, chrupiący, zawinięty w zwykły biały papier. Potem przyniósł mi 3-centymetrową pajdę, grubo posmarowana masłem. Muszę popracować nad silną wolą, w przeciwnym razie zamiast lekkiego joggingu po lesie czeka mnie regularny maraton.
16 marca, 15:31
Coś mi ostatnio nieco spadły dotychczas książkowe wręcz wyniki badań. Postanowiłam je podrasować domowymi sposobami i oto stoi przede mną półlitrowa butla świeżo wyciśniętego soku z marchwi, jabłek, pietruchy, selera i buraczków. Sok jest dość paskudny i nie wątpię, że któregoś dnia wypomnę Ignacemu to poświęcenie.
16 marca,15:35
Nie. Ten sok nie jest "dość paskudny". Jest OHYDNY.
16 marca, 20:06
Zaczynają mnie dręczyć sny o porodzie. Może nie jest to jakieś wyjątkowo uciążliwe dręczenie, ale fakt, że w ogóle mi się śni, świadczy o tym, że gdzieś, w zakamarkach świadomości, zdaję sobie sprawę, że wkrótce trzeba będzie wydać potomka na świat. Ów poród był na tyle specyficzny, że w zasadzie go nie zauważyłam. Po prostu obudziłam się i zobaczyłam leżące na podłodze dziecko- z pępowiną i całą resztą. Cichutko wyszło, kiedy spałam. Wbrew pozorom, to nie był zły sen- mały grzecznie sobie leżał, całkiem zadowolony z życia na zewnątrz, czekał kiedy go od siebie odczepię. Brr. Jestem potwornie zmęczona. Wysprzątałam samochód, a w zasadzie pół, bo tylko przód, a czuję się jakbym go co najmniej holowała na własnych barkach. Ignaś się awanturuje, wierci, woli lenistwo.

Mamoblog
<< poprzedni wpis ....... następny wpis >>
|