|
Mamoblog cz. 49
11 marca, 14:19
Słoiki mi wylatują z rąk (do kompletu ze słodko-klejącą zawartością, oczywiście). Problem z trafianiem widelcem do ust- efektem jajecznica na klawiaturze. Jakieś lekkie dygoty, czy coś.
11 marca, 17:41
W drodze do lekarza (kontrola kardiologiczna) o nieludzko wczesnej porze tłumaczę Ignasiowi "pojedziemy sprawdzić, czy pompka twojej matki wytrzyma wydanie cię na świat". Kardiolog z gatunku oszołomów. Ponętnie ułożona na kozetce do Echa (na boku, ramię pod głową, naga pierś) słucham radosnego monologu: Dr: "Wie Pani, wstyd się przyznać, że się coś takiego ogląda, bo mężczyzna to powinien raczej jakiś żużel albo sporty walki, no ale jakoś tak się złożyło... w tych głupich serialach, nie wiem, czy pani widziała, ta, jak jej tam, Kinga chyba, właśnie urodziła. Swoją drogą, czytałem, że ona tzn ta Cichopek, ostatnio wygrała jakiś plebiscyt na najpiękniejszą, czy coś- ładna to może jest, ale żeby od razu najpiękniejsza... Sympatyczna dziewczyna, po prostu. Ktoś to skomentował, że jak ona najpiękniejsza, to Polki się mogą pozbyć kompleksów. W każdym razie- matko, ile to się teraz szumu robi wokół zwykłego porodu. Szaleństwo. Pięćset osób zaangażowane, wszyscy mdleją, jakby to było nie wiadomo co. Kobiety przecież od wieków rodzą dzieci tak samo. Jakoś z zachodzenia w ciążę się takiego wielkiego halo nie robi. Wie pani, ja się ostatnio skłaniam do porodów domowych- spokój, komfort, a najważniejsze, że się nie złapie żadnego świństwa, bo najgorsze choroby to można przynieść ze szpitala... No, ale w razie jakichś komplikacji, to zawsze jest ryzyko... Pani ma męża albo coś? Tylko mi, broń Boże, na porodówkę nie wpuszczać! O, tak jak w murzyńskich wioskach- bo ja, proszę Pani, mam takie raczej pierwotne poglądy- tam mężczyźni rodzą razem ze swoimi kobietami, ale osobno. To znaczy w innych namiotach siedzą, ale duchowo się tak jednoczą, że też mają bóle, normalnie. W każdym razie, jeszcze jako student, jak pierwszy raz wszedłem na porodówkę to najpierw myślałem, że się zrzygam, potem, że zemdleję, generalnie chciałem z miejsca wiać. Jedenaście łóżek, jedno przy drugim, na każdym baba rodzi. Wylęgarnia, normalnie. No a byłem przecież w miarę oswojony z takimi widokami. A normalny facet, proszę Pani? Tu piwko, impreza, mecz, a tam krew, śluz fizjologia. Niee... Nie ma co. Moja żona dwa razy rodziła na dyżurach, bo ona też lekarz. I to jeszcze za mnie te dyżury wzięła akurat, bo ja jakąś imprezę konną miałem. Bo ja zapalony jeździec jestem, wie Pani, skaczę przez przeszkody i w ogóle...
Ja: Oo, ja nawet kilka razy robiłam podejścia, żeby się nauczyć, bo akurat książkę o koniach tłumaczyłam, więc chciałam sprawdzić w praktyce, no a potem się okazało, że jestem w ciąży, to dałam spokój.
Dr: To tak też można w ciążę zajść? Żarcik taki. To ja tu opiszę wynik badania, a Pani sobie poczyta. (Podaje mi plik kartek)
Ja: Wiersze o koniach? Jasnorzewska, Krasicki... I Pan te wiersze to w trakcie jazdy im szepcze do ucha?
Dr: Mamy różne zjazdy, imprezy, to się recytuje... Dobra, proszę się nie martwić- z pani sercem nie najgorzej. Ja teraz jadę na dyżur do Reszla, bo ja jeszcze tam przyjmuję, do Korszy jeszcze powinienem, ale mi się nie chce, jak nie mam umówionych pacjentów, to nie pojadę. O, jeszcze do Mrągowa zajadę do sklepu jeździeckiego, muszę buty wymienić. Wie Pani, jak dwóch facetów buty kupuje to nigdy dobrze nie wybiorą. Ostatnio kupiłem, i proszę- w domu okazało się, że za szeroka cholewka. Kobieta to ma jednak bardziej fachowe oko w tych sprawach. Już drugi raz mam taką sytuację, ostatnio w tym samym sklepie musiałem kamizelkę wymienić, bo też za luźna. I ten sam sprzedawca mi doradzał, nie ze złej woli, jak sądzę, tylko tak się znał, jak i ja...
Ja: Do widzenia, panie doktorze.

Mamoblog
<< poprzedni wpis ....... następny wpis >>
|