|
Mamoblog. cz. 15
12 listopada, 15:48
Udało się! Jednak będzie rajski honeymoon, albo chociaż honeyfortnight.
Za tydzień o tej porze będziemy w drodze na lotnisko, gotowi na wystawianie bladych ciał na widok publiczny, obżeranie się egzotycznymi specjałami, picie kolorowych drinków (M.) i soków ze świeżych owoców (ja) oraz wszystko, co na rajskich wakacjach robić się powinno. Pomysł wyjazdu wypłynął już jakiś czas temu, jednak ciągle napotykał przeszkody- a to okazywało się, że nie ma nikogo, kto zająłby się psem, a to akurat przypadła dawno planowana wizyta u mechanika/ lekarza/ babci, a to wybrane przez nas hotele, tuż po naciśnięciu przycisku "odśwież" obwieszczały, że miejsc niestety brak. Zdecydowaliśmy więc, że trudno, skoro los tak chce, wydamy ślubne oszczędności na wózek, mebelki, ubranka i inne ważne wydatki, które nas czekają w najbliższych miesiącach. I tak pewnie by się stało, gdyby nie nagła myśl, która dopadła mnie wczoraj- uświadomiłam sobie mianowicie, że to prawdopodobnie ostatnia na długo okazja na beztroskie wakacje we dwoje, co więcej ostatnia sposobność, żeby wcisnąć się w strój kąpielowy. Poza tym, nadszedł doskonały moment na podróże- minęły ryzykowne trzy miesiące, dziecko ma już w miarę pewne miejsce na pokładzie, a jego matka jest jeszcze na tyle sprawna, żeby decydować sie na egzotyczne wojaże i przy okazji nie straszyć ludzi na plaży. Co więcej, doszłam do wniosku, że pogoda za oknem niechybnie wpędzi mnie w jesienną depresję i jedynym ratunkiem jest słońce, morze i lenistwo.
Znalazłam więc wieczorem hotel, super last minute i w ogóle mega- okazję. Z racji święta, nie dało się przedsięwziąć dalszych kroków, niemniej jednak, śnił mi się dzisiaj szum fal i ciepły piasek. I co widzę z samiutkiego rana? Miejsc brak. Pani w infolinii, po kilkunastu minutach stukania w klawiaturę poinformowała, że znajdą się jeszcze dwa miejsca w hotelu, który mnie spławił rano. Podałam wszelkie dane i dowiedziałam się, że oto uruchomiono zegar, odliczający dokładnie cztery godziny wstępnej rezerwacji, podczas których muszę przelać im całą kwotę i wysłać potwierdzenie mailem, bądź faksem. Dowiedziałam się też, że nie mam co liczyć, że po ich upływie, uchowają się dla nas te dwa miejsca, bo okazja jest zacna, miejsca ostatnie, a zainteresowanie ogromne. No i zaczęło się przedsięwzięcie logistyczne- jak to zrobić, żeby całą kasę wpakować na jedno konto, kiedy część jest w gotówce, część w PKO, trochę w mBanku, a reszta w KB, przy czym każde konto ma jakieś limity, zaginęły kody do przelewów internetowych, do tego mieszka się na wsi, a w pobliskim miasteczku jest jedynie PKO, słynące z kolejek do kasy na minimum sto metrów.
W ostatniej chwili się udało. Potwierdzenie przelewu dotarło do pani koordynatorki, a mi zaczyna się przedwyjazdowy świr. Okazuje się, że zakup olejku do opalania w listopadzie w małych miasteczkach graniczy z cudem. Podobnie jak klapek innych niż kapcie. Przegląd letnich ciuchów wykazał, że garderoba, w którą mam szansę się zmieścić, to głównie bawełniane spodenki w kolorach nadających się do pokazania jedynie we własnym ogrodzie i rozciągnięte t-shirty. No nic, najwyżej będę wyglądać jak amer ykańska turystka. Spieczona na mahoń i w obgryzionych przez psa japonkach. O ile, rzecz jasna, nie spóźnię się na samolot. Bo -dla niewtajemniczonych- to moja specjalność. Mam jeszcze szansę zapobiec katastrofie, zaplanować wszystko jak człowiek, poprać, poprasować, pakować się nie na ostatni moment oraz pierwszy raz w życiu nie wyjechać na wakacje z nieogolonymi nogami.

Mamoblog
<< poprzedni wpis.......następny wpis >> |