|
Strona 1 z 2
Wciąż groźna SEPSA

Jestem mamą prawie 3-letniego chłopca. Półtora roku temu przeżyliśmy dramat. I mimo, że wszystko skończyło się dobrze, ciągle głęboko to we mnie siedzi. Są dni kiedy płaczę w poduszkę. Oliwier, na szczęście, nie pamięta swojej walki o życie, a ja nigdy tego nie zapomnę.
Chcę zamieścić naszą historię aby pomóc tym wszystkim dzieciom po chorobach bakteryjnych, które wymagają leczenia i rehabilitacji i ich rodzicom. Wiem jak ważne jest wsparcie drugiej osoby, kogoś, kto przeszedł przez to piekło. W Polsce działa Stowarzyszenie Parasol dla Życia, którego mam zaszczyt być członkiem. Wszelkie informacje uzyskają Państwo na stronie www.parasoldlazycia.org lub pod nr telefonu 793 291 395. Stowarzyszenie ma na celu nie tylko pomoc dzieciom poszkodowanym i ich Rodzicom w każdym wymiarze (materialnym, emocjonalnym, prawnym), ale też walczymy aby szczepienia przeciwko pneumokokom i meningokokom były bezpłatne.
Początek piekła
Wszystko zaczęło się 13 grudnia 2008 roku po południu. Oliwier dostał bardzo wysokiej gorączki i wymiotował. Pojechaliśmy do szpitala. Po zbadaniu Syna lekarz stwierdził infekcję wirusową, przepisał leki i pojechaliśmy do domu. Około 4 nad ranem na ciele
|
"Nogi Oliwiera wyglądały jakby go ktoś katował. Krwisto czerwone plamy."
|
Oliwiera pojawiły się plamki, wyglądające na początki ospy. Plamek było kilka na pupie, jedna na brzuchu i jedna koło oka.
Podejrzewałam, że będzie miał ospę. Moją czujność uśpiła spadająca gorączka z 40 na 38,5. Kiedy obudziłam się chwilę po 7 zobaczyłam na dłoniach mojego dziecka dziwne plamy. Kiedy próbowałam go obudzić był pół przytomny. Nie czekałam na nic - zadzwoniłam po taksówkę i praktycznie w przeciągu 10 min. byliśmy w szpitalu. Nie rozbierałam go, patrzyłam tylko na dziwnie wyglądające dłonie. Kiedy w szpitalu lekarz kazał mi ściągnąć Dziecku spodnie, prawie zemdlałam. Nogi wyglądały jakby go ktoś katował. Krwisto czerwone plamy. Diagnoza posocznica piorunująca. To co działo się później pamiętam jak przez mgłę.
|
"Lekarze ciągle pytali, czy nie przybywają nowe plamy. A ja nie wiedziałam, bo było ich tyle, że po prostu nie byłam w stanie tego stwierdzić"
|
Zabrali Oliwiera do zabiegowego, mnie kazali jechać do domu po najpotrzebniejsze rzeczy. W głowie kłębiła mi się myśl: co to jest ta posocznica? Kiedy sobie przypomniałam, że to potocznie nazywana sepsa, wydawało mi się, że właśnie skończył się świat. Kiedy wróciłam do szpitala Oliwier był już po pierwszej dawce antybiotyków i po pobraniu płynu mózgowo-rdzeniowego. Pani Doktor, która robiła badania, cierpliwie i spokojnie wszystko mi tłumaczyła. Stan był ciężki, zagrażający życiu. Brak objawów oponowych -to znaczy, że nie ma zapalenie opon mózgowych, co jest bardzo istotne. Nie mogłam brać go na ręce, dobę musiał leżeć płasko, po pobraniu tego płynu. Przyjechał sanepid, musiałam ściągnąć wszystkie osoby, które kontaktowały się z dzieckiem. Wszyscy byliśmy na antybiotykach. Lekarze ciągle pytali, czy nie przybywają nowe plamy. A ja nie wiedziałam, bo było ich tyle, że po prostu nie byłam w stanie tego stwierdzić. Oliwier był pół przytomny. Byłam przy nim na zmianę z moją mamą. Kiedy przychodziła mama, ja miałam czas by się wypłakać, i zapytać Boga za co???? Nie płakałam przy Olim. Najgorsze były noce. Byłam zupełnie sama. Sama przy łóżku mojego Skarba. I ciągle nasuwało mi się jedno pytanie Dlaczego?
Walka o życie
Poniedziałek 15.12.2008 nie przyniósł dobrych wieści. Oliwier ma objawy oponowe, przenoszą nas do Poznania. Tam ma zapaść decyzja czy Oliwier zostanie w Szpitalu na Krysiewicza na OIOM-ie czy pojedzie do Szpitala na Nowowiejskiego, jak ja nazwałam mały OIOM. Oliego zabrali małą karetką, co oznaczało, że ja się nie zmieszczę. Jechałam zaraz za karetką, ciągle kontaktując się z lekarzem. Od nadmiaru płynów Oliwier strasznie spuchł. W końcu dojechaliśmy. Wpadłam do zabiegowego gdzie leżały Oli. Na mój widok mały powiedział: mama. Pocałowałam go mocno, za co dostałam reprymendę od lekarza, że nie wolno. Wiem..., ale nie mogłam się powstrzymać. Zapada decyzja: stan jest poważny, ale nie musi zostać na OIOM-ie. Pojechaliśmy do Szpitala na Nowowiejskiego. Pierwsze pytanie jakie pada z moich ust „Czy będę mogła zostać z dzieckiem”. Mogę. Czuję ulgę. Dostaliśmy salę. Oliwier miał na paluszku podłączony czujnik, wysyłający sygnał do monitora, na którym widać akcję serca i oddech. Nie bardzo mu się to podobało, często go ściągał, a wtedy na monitorze pojawiała się długa linia i słychać było ciągły sygnał…. Koszmarne uczucie.
|
" Pytają czy był szczepiony. Nie był. A miał być. Tylko lekarz rodzinny odradził…. Bo nie chodzi do żłobka, nie ma kontaktu z innymi dziećmi ..."
|
We wtorek Oliwier ma robione kolejne badania, wyniki są niestety gorsze od poprzednich, ale lekarz wytłumaczył mi, że pierwsze badania były robione w 1 dobie choroby i zawsze kolejne są gorsze. Powiedział mi też, że kiedy gorączka zacznie spadać to będzie oznaka, że wszystko idzie ku lepszemu. Z przebiegu choroby stwierdzono posocznicę meningokokową, typ nieznany. Pytają czy był szczepiony. Nie był. A miał być. Tylko lekarz rodzinny odradził…. Bo nie chodzi do żłobka, nie ma kontaktu z innymi dziećmi ... Nie wiem co mogło spowodować chorobę. Byłam z nim w miejscu znacznego zgrupowania ludzi w Galerii – Centrum Handlowe z okazji Mikołaja, może tam….. Oliwier dostał leki przeciw odwodnieniu, musiałam zapisywać ile pije i ważyć pieluchy. Przez 24 godziny na dobę mały miał podłączoną kroplówkę z heparyny (lek zapobiegający krzepnięciu krwi). Niektóre wybroczyny zaczęły znikać (te najmniejsze), te największe blednąć od zewnątrz. Kolana i łokcie tam jest najgorzej. Lekarz poinformował mnie, że może będzie konieczny przeszczep skóry. Na szczęście nie stwierdzono zapalenia opon. Zostały tylko lekko podrażnione.
|