|
SuperKorczak cz.4: Bez najmniejszej blizny
Owinąć w koce wszystkie narożniki mebli, z domu dziecko wypuszczać w kasku, po mieście prowadzać na smyczy, kredkę dać do ręki dopiero w wieku szkolnym, a smarowanie kanapki masłem do czasu, kiedy pójdzie do gimnazjum, wziąć na siebie.
Pewnego dnia trafiłem na kilka dni na oddział ortopedyczny. Nic poważnego, ale położyć się kazali. Już w pierwszy dzień spotkałem chłopca śmigającego na wózku po cały oddziale. Nie był to szkrab na stałe skazany na taki środek lokomocji. Musiał chwilowo, bo niedawno zdjęto mu gips i bieganie nie było możliwe. Chłopak był bardzo kontaktowy, nikomu nie odpuścił krótkiej konwersacji, a w między czasie potrafił sobie założyć, oczywiście siedząc cały czas na wózku, nogę za szyję. Jedna Pani odwiedzająca kogoś na oddziale, z wielkim zdziwieniem widząc tak młodego mistrza jogi, zapytała pielęgniarkę – Jakim cudem to dziecko jest tak rozciągnięte? Pielęgniarka z wszystko mówiącym uśmiechem odparła - Jakby miała Pani przez pół roku zagipsowane nogi w szpagacie, też by Pani wykręcała takie kwiatki lotosu ;)
Jako przyszły rodzic zacząłem się zastanawiać jak to się dzieje, że dzieciom przydarzają się takie kontuzje? Co trzeba zrobić, aby takich rzeczy uniknąć? Owinąć w koce wszystkie narożniki mebli, z domu dziecko wypuszczać w kasku, po mieście prowadzać na smyczy, kredkę dać do ręki dopiero w wieku szkolnym, a smarowanie kanapki masłem do czasu, kiedy pójdzie do gimnazjum, wziąć na siebie. Dla bezpieczeństwa najlepiej ograniczyć do minimum wszystkie czynności, które wydają się bardziej ryzykowne niż spanie. Oto przepis na zupełnie niezaradnego człowieka. Niezaradnego, ale zdrowego, a raczej bez najmniejszej blizny.
„Jeśli chcesz być dozorcą, możesz nie robić nic. Jeśli jesteś wychowawcą, masz szesnastogodzinny dzień roboczy, bez przerw, bez świąt, dzień złożony z pracy nie dającej się ani określić, ani dostrzec, ani skontrolować, ze słów, myśli uczuć, którym imię – tysiąc. Zewnętrzny ład, pozorne dobre ułożenie, tresura na pokaz – wymagają tylko twardej ręki i licznych zakazów. I dzieci są zawsze męczennikami o ich rzekomą pomyślność; najcięższe krzywdy mają w tej obawie swe źródło.” *
Tak, teraz jako rodzic dwójki wszędzie wchodzących, wszystko dotykających i będących zawsze tam, gdzie czai się niebezpieczeństwo dzieci, wiem, że można w trosce o ich zdrowie zafundować im tak nudne dzieciństwo jak cztery gumowe ściany.
„Im mizerniejszy poziom duchowy, bezbarwniejsze moralne oblicze, większa troska o własny spokój i wygodę, tym więcej nakazów i zakazów, dyktowanych pozorną troską o dobro dzieci.
Wychowawca, który nie chce mieć przykrych niespodzianek, nie chce ponosić odpowiedzialności, za to, co się stać może – jest tyranem dzieci.” *
Dlatego, kiedy mój chłopak „zaliczy zająca” ewidentnie zapowiadającego strupa o powierzchni 9 centymetrów kwadratowych, nie mam pretensji do siebie, że pozwoliłem na jego szaleńczy bieg. Myślę sobie wtedy, że teraz będzie mu łatwiej dopasować prędkość do warunków panujących na chodniku :)

Tekst: Mamotat
* Janusz Korczak, Pisma Wybrane, Nasza Księgarnia, Warszawa 1984
|